pełen zlew

- o codzienności, zaczytaniu i bałaganie

Na brzegu Jarynia. Powieść demonologiczna


Gdyby zbierał odmiany jadowitych gadów, nie czułby się tak zagrożony. Ściąga na siebie, mówił, >>ich<< uwagę, złowrogą i mściwą. >>Oni<<, mówił, nie lubią, gdy się wymienia ich imiona. Zazwyczaj używano imion zastępczych, lecz i to niewiele pomagało. […] >>Oni<< już się odgrażali, że spalą […] to wszystko razem z domem i ze mną“… czytamy we wstępie autorstwa Halyny Dubyk do „Na brzegu Jarynia“ Aleksandra Kondratiewa. Tak pisał o autorze wspomnianej powieści demonologicznej Lew Gomolicki. I nie, to nie był fragment fabuły. Skąd o tym wiem?

A stąd, że Halyna Dubyk, tłumaczka pierwszego przełożonego na język polski dzieła Kondratiewa opatrzyła tekst świetnym wstępem. A do tego dodała rozbudowane przypisy i powieść obdarzyła interesującym aneksem – Kartoteką demonów – która skonstruowana została przez nią tak, by czytelnik miał możliwość zapoznania się z nie tylko z charakterystyką poszczególnych bohaterów nadprzyrodzonych powieści, ale też by mógł odkryć ich miejsce w oryginalnym, jaryńskim sztafażu i zaobserwować proces zmian mitów i wierzeń u Kondratiewa. Innymi słowy, dała nam możliwość zapoznania się nie tylko z opowieścią, ale też kontekstem całego dzieła.

Zajrzyjcie więc do świata jaryńskich nieżyjątek… nim jednak tam wejdziemy, pamiętajcie, że jesteśmy na progu dzieła stworzonego w pierwszej połowie XX wieku…

Drodzy Czytelnicy, oto więc macie okazję sięgnąć po książkę, która jak wspomniałam światło dnia (choć może w tym przypadku słaby, od słońca odbity, księżycowy blask nocy) ujrzała w 1930 roku i być może przy współczesnym stanie wiedzy i znieczulenia ogólnego, nie wyda się aż tak emocjonująca, nie obfituje w nagłe zwroty akcji, ale strzeżcie się, by za szybko nie ulec pokusie zlekceważenia tego tekstu.

To, co wyróżnia literacki demoniczny świat Kondratiewa to z pewnością płeć i podejście do niej. Tak dziewczyny, powinno Was to zainteresować! Osobowości kolejnych bohaterów są skrojone jakby na miarę i obdarzone ludzkimi przywarami. Aż zapomina się, że opowieść tyczy się Wodnika – pana Jarynia, rusałek, leszego, leszowej, biesiątek i przeróżnych innych demonicznych stworzeń.

Świat ludzki przeplata się ze światem nadprzyrodzonym tak subtelnie, że wręcz naturalnie. Wśród wioskowych mieszkańców żyją wiedźmy, w wodzie rządzą wodniki, w lasach leszowie, stare bóstwa sprowadzone do ról drugorzędnych ledwie wspominają dawną świetność… I to nieuniknione następowanie po sobie bóstw… Jednie przychodzą, inne odchodzą. A we mnie, czytającej, pozostaje przeczucie bliskiego kresu.

Ale, dla równowagi, pojawia się i humor, który dopełnia opowieści. Nie sposób nie uśmiechnąć się, a nawet w głos roześmiać, czytając niektóre fragmenty. I wreszcie owa świadomość płci i idąc dalej tym tropem, pozycja kobiety. Pozwólcie, że nie będę zagłębiała się w szczegóły, bo jedynie ci, którzy sięgną po tę książkę będą umieli się odnieść do tej mojej niezapisanej myśli, więc jeśli będziecie już po lekturze „Na brzegu Jarynia“, dajcie mi proszę znać, co sądzicie na temat kobiecej siły (nie tylko nadprzyrodzonej)? Będę wdzięczna!

Rosyjsko-ukraińska wieś na terenie Rzeczpospolitej Polskiej nad brzegiem Jarynia oczaruje Was, o ile oczarować się jej pozwolicie. Bo „Na brzegu Jarynia“ to z pewnością powieść, która wymaga specjalnego czytelnika i specjalnego czasu. Jest ciekawa pod względem poznawczym, stanowi świetny materiał na temat wierzeń i może stać się źródłem inspiracji do niejednej historii. Jako opowieść, w oderwaniu od kontekstu literacko-historycznego, to nietrzymająca nazbyt w napięciu fabuła o Wodniku z Jarynia, biednej topielicy Horpynie, jej niewiernym kochanku, o rusałkach, o leszym, leszowej, o Brodawce, Zielonym Koźle i niedźwiedziu, o wioskowych wiedźmach, o wielu innych żyjątkach i nieżyjątkach wodnych, leśnych, bagiennych, ale też o związkach i rozwiązkach, tak erotycznych jak rodzinnych i… nieco przewrotnie, to opowieść o życiu po prostu.

I mogę Was zapewnić, że z tej książki dowiecie się wiele, oj wiele… O tym na przykład, jak doić cudze krowy nie wychodząc z własnej stodoły, jakich ziół nazbierać trzeba i kiedy, by złe nie ruszyło, ale że ani krąg zakreślony ani ostrze noża tak nielubianego przez wszelkie nocne nieżyjatka, ani nawet tuzin zaklęć nie uchronią przed niedźwiedziem. A, i dowiecie się, jak w kościele poznać, która wiedźma, a nawet jaka wiedźma! Bo wiedźma wiedźmie nie równa. Jedna tylko z mleka obcych krów korzysta, a inna dzieci niewinne krzywdzi, krew wypija. Widać wszystko, jak na dłoni. Tylko trzeba wiedzieć, jak patrzeć.

A i pamiętajcie… już niedługo 21 listopada… Dzień Świętego Michała, kiedy to kończy się wiejski weselny okres i przychodzi czas na obłaskawienie dworowego – młodszego brata domownika – a dobrze przecież zaskarbić sobie jego względy, bo względy opiekuna podwórza bywają przydatne…
Aha, jeszcze jedno… jeśli kiedyś zobaczycie (najpewniej 24 września na Święto Podwyższenia Krzyża Świętego obchodzone na Rusi), ogromne stado żmij kierujące się w stronę lasu, a jedna żmija, ta na przedzie, na głowie mieć będzie złotą koronę, to koniecznie (jeśli będziecie mieli tyle szczęścia, by mieć je ze sobą) połóżcie na ziemię czyste, białe płótno. Przed stadem żmij, oczywiście. Wtedy żmijowy król będzie musiał na owej płachcie złożyć swoją koronę, a ten, przed którym spocznie, stanie się wszechwiedzącym znachorem.

  • Na brzegu Jarynia. Powieść demonologiczna, Aleksander Kondratiew, przeł. Halyna Dubyk, Wydawnictwo Borussia, Olsztyn 2014, s. 228, ISBN 978-83-89233-78-3

Ula Witkowska

Ula Witkowska

Tak sobie często myślę w skrytości, kim jesteś Ty, która/który to czytasz? Jak masz na imię? Co sobie teraz myślisz, gdyśmy już dobrnęli razem do tego miejsca? Jeśli możesz, daj mi po prostu znać, że jesteś <3 Niech wiem, że się tu dziś spotkaliśmy.

  • Facebook