pełen zlew

blog o codzienności

Boginie z Žítkovej


„- Nie wiem, czy to ma jakiś związek z twoimi badaniami… Ale zauważyłam, że tam widnieje. Tylko nazwisko.“ – powiedziała któregoś dnia do Dory Idesovej jej koleżanka, Lenka Pavlikova. A jak wiadomo „listy osób współpracujących z komunistami od dawna wzbudzały w Czechach wiele emocji (…)“.

Dora jednak nie sądziła, że może tam znaleźć nazwisko swojej ciotki, bogini z Žítkovej. Surmena, czy może raczej powinnam napisać: Surmenova Terezie (1910-1979), zamieszkała na kopanicy Bedova, Żittkova 28, powiat Uherske Hradiste rzeczywiście widniała na liście.

Kiedy poznajemy Dorę, jedną z bohaterek powieści Kateřiny Tučkovej, jest jeszcze dzieckiem. Dzieckiem u progu nowego życia, dzieckiem, które za chwilę straci rodziców w dramatycznych okolicznościach i razem ze swoim bratem schroni się pod skrzydłami Surmeny, siostry matki. No właśnie, skoro już przy skrzydłach jesteśmy…

Nim wzrokiem przebiegniemy tych kilkanaście stron Dora stanie się aniołem. Ale nie bądźcie zbyt pochopni w osądach… Swojego anioła miała każda kobieta, która zajmowała się bogowaniem. Anioła, czyli kogoś, kto wskazywał drogę tym, którym wskazać ją należało. Kogoś, kto wysłuchiwał tych, których wysłuchać było trzeba. I kogoś, kto wypytywał o to, o co zapytać było koniecznym, ale tak, by nie wzbudzić podejrzenia, w długiej i trudnej drodze do chaty, w której bogini mieszkała. Kogoś, kto niby od niechcenia zadawał te właściwe pytania, by dowiedzieć się jak najwięcej, a później opowiedzieć bogini o tym, kto właśnie ku niej zmierza, nim drzwi do izby się otworzą, a ów nieszczęśnik szukający pomocy stanie na progu. Pomyślicie: to oszustwo! Ale czy rzeczywiście? Dajcie szansę, by Surmena odpowiedziała na dokładnie tę samą wątpliwość, która jak w Was, tak i w sercu Dory pojawiła się pewnego dnia. A później Dora zabije białego węża… Kto czytał „Łaumę“ Karola Kalinowskiego – komiks głęboko zanurzony w jaćwieskich wierzeniach i legendach – ten będzie wiedział od razu, że Dora nie powinna była tego robić…

Ale to wszystko, to tylko początek, to tylko kilka złapanych chwil, by lepiej poznać trudy dnia codziennego bogiń, by dowiedzieć się więcej o wsi w wysokich Białych Karpatach. W powieści tak jak szybko mijają strony, tak biegną lata i oto Dora jest już trzydziestoletnią kobietą, badaczką, która postanowiła opisać świat z przeszłości i odkryć jego niezwykłość dzięki pomocy naukowych narzędzi. Wiele się od czasu, gdy jako anioł przyprowadzała kolejnych potrzebujących do Surmeny, wydarzyło. Chociaż z drugiej strony Dora wciąż prowadzi, tym razem czytelników, przez historię kilku pokoleń bogiń z Žítkovej, a jednocześnie przez życie ciotki, życie, niby dobrze jej znane, ale które odkrywa razem z nami, dzięki odtajnionej teczce w archiwum i strzępkom własnych wspomnień, które nabierają nowego znaczenia. Przeszłość widziana przez pryzmat teraźniejszości tworzy niezwykle poruszający obraz, który dopełnia ciche przeczucie, że ta historia nie zostanie zapomniana.

Powieść “Boginie z Žítkovej“ Kateřiny Tučkovej to intrygująca podróż literacka do świata, którego już nie ma. To historia o poszukiwaniu korzeni i o trudnej sztuce akceptacji, ale też o tym, że często tylko nam się zdaje… że nigdy nie wiadomo, kto i kiedy patrzy, co widzi…
W Czechach boginie z Žítkovej, w Polsce szeptuchy z Podlasia… na świecie pod wieloma nazwami kryją się kobiety, które wiedzą więcej, które widzą więcej… wiedźmy, uzdrowicielki… zawsze starały się żyć na uboczu, nie rzucać w oczy, czynić, co im powierzone. A wieść o nich niosła się bez szumu reklam daleko, daleko… A jak nazywają je w Waszych stronach? Już stanęły na Waszych drogach, a może jeszcze te spotkanie jest przed Wami… Kto wie, może nigdy do niego nie dojdzie.

Jedno jest pewne, jeśli chodzi o Boginie z Zitkovej – istniały. To nie baśń, czy sen, nie czysta wyobraźnia autorki. I choć “Boginie z Žítkovej“ to nie rozprawa naukowa, a powieść, to jednak utkana jest z zaangażowania w poszukiwania, fascynacji badanym zagadnieniem, ze skrupulatnie zbieranych i analizowanych szczegółów historycznych barwnie splecionych z fantazją i pięknym językiem, które nadają głębi faktom, dodają koloru, zapachu ziół, szczypty niezwykłości.

Można oczywiście stwierdzić, że Zitkova 28 to po prostu adres, a Surmena była po prostu chora psychicznie. Pewnie nawet jest to wskazane, zważywszy na zaangażowanie Tajnych Służb Bezpieczeństwa w ów proces. Można. Ale czy rzeczywiście będzie to najbardziej prawdopodobne z rozwiązań?

  • Boginie z Žítkovej, Kateřina Tučková, tłum. Julia Różewicz, Wydawnictwo Afera, Wrocław 2014, ISBN 978-83-937711-3-4, s. 634

Ula Witkowska

Ula Witkowska

Tak sobie często myślę w skrytości, kim jesteś Ty, która/który to czytasz? Jak masz na imię? Co sobie teraz myślisz, gdyśmy już dobrnęli razem do tego miejsca? Jeśli możesz, daj mi po prostu znać, że jesteś <3 Niech wiem, że się tu dziś spotkaliśmy.

  • Facebook