pełen zlew

- o codzienności, zaczytaniu i bałaganie

Uprawa roślin południowych metodą Miczurina


“Trudno było ocenić, ile ma lat: nie nosiła wieku na sobie, rysy miała rozmyte, ukradkowe, a skórę białą, jak wymyta ługiem. Tylko na skroniach widać było okrągłą, bordową plamę, oparzelinę jakby, ale ładnie zagojoną; w jego stronach nazywano takie ślady diablim mięsem.”

W JEGO, czyli chłopca od chleba, co to “bochen ułożony twarzą do dołu, kołyszący się miarowo, nieustannie” przywiózł na wózeczku do domu zmarłej. Tak na wsiach chleba nie wożono, tak nie kładziono, bo strach, bo podobne czyni podobne.

A ona, która nie nosiła wieku na sobie, ONA, czyli Maria, “o tym, że nie żyje, dowiedziała się jako ostatnia.” Ona, czyli Maria, która nie chciała przyjąć do wiadomości, że umarła, nie chciała się – mimo nalegania matki – zdefiniować i nie chciała się bratać z innymi zmarłymi. ONA, czyli Maria, której się i żyć chyba nie chciało za bardzo.

No więc tak sobie jest gdzieś między tym a tamtym. Ani od tego nie odwykła, ani do tamtego nie przywykła i tylko ci wszyscy wokół wiedzą lepiej, co jej wolno, a czego nie… Przecież, to oczywiste, że…
“– Jeśli nie żyjesz, nie powinnaś jeździć autobusem – powiedziała dziewczyna.
– Wiem – odparła Maria, zaczerwieniła się. – Na następnym wysiądę. Nie pomyślałam. Trudno się odzwyczaić.
– Koniec świata – odpowiedział ktoś, kto siedział przed nimi. – Proszę tylko pomyśleć, co by było, gdybyście wszyscy tak sobie jeździli z przyzwyczajenia! Gdzie by żywy usiadł?
I wychylając się w kierunku kierowcy, krzyknął:
– Proszę pana, ta pani jest martwa, niechże pan coś z tym zrobi!”

I nawet chlebowych kulek kręcić jej nie wolno, bo zaraz się sąsiadka obrusza:
“– Nie jest pani pierwszą osobą zmarłą, która znam, ale z pewnością najbardziej bezczelną.”
A to przecież dla niej chleb, o niej z myślą tu tak przywieziony, tak położony. Nic to, niech sobie Maria się nie chce zdefiniować, ale ciało trzeba obmyć, oporządzić, a toaletnik cackać się nie będzie, ze znawstwem do sprawy podchodzi, a i swoje upodobania zawodowe ma, w końcu to profesjonalista!
“– Szyje – powiedział toaletnik – lubię szczególnie. Na nich się skupiam. Jeśli się uda zachować szyję w stanie nietkniętym, dobra nasza. Po szyi najłatwiej poznać fuszerkę.
Zbliżył się do ciała i objaśniał, wskazując.
– Więcej lodu teraz nie mam – powiedziała matka, postawiła na stole wiadro. – Bym wodę grzać musiała, potem studzić, kroić.
– Tyle starczy już – rzekł tamten. – To przecież i tak tylko w brzuch.
Rozchylił znowu klatkę piersiową, otwierała się podług żeber: jak drzwiczki. Napchał lodu, z reklamówki wyciągnął flaszkę wódki, włożył do środka, zamknął.
– Niech się chłodzi – powiedział – na wieczór będzie jak znalazł.”

Grunt to praktyczne podejście do tematu. Inna sprawa, że szkoda trochę matki, biudula się zamartwia, nikt po córce płakać nie chce, prosić musi…
“No, szkoda. Szkoda, żeś się z ludźmi więcej nie zadawała. Przyjemnie mieć potem ładny pogrzeb, ale za życia trzeba się tym interesować, że tak powiem. Twoja mama mówiła – dodał – że cię dzisiaj widzieli pod kościołem. Skarżą się podobno, że ich przerażasz. Ktoś mówił, że drażniłaś patykiem święte figury.” (s. 47) A to niegrzecznie tak figury patykiem. Nieładnie.

Ale spokojnie, to wszystko dopiero początek, kilka słów na przystawkę, żeby apatytu narobić. Taka pajda świeżego, jeszcze ciepłego chleba o pulchnym miękiszu i złocistej, chrupkiej skórce. Komu wystarczy, żeby się wgryźć głębiej? Po więcej zapraszam tu niedaleko, za okładką inspirowaną renesansowym obrazem Rogiera van der Weydena „Portret damy w czepku“. Jak tam dotrzeć? Bardzo prosto, wystarczy pójść trochę „W tył, w dół, w lewo“ i dojdziecie, gdzie chłopak od chleba doszedł, do domu Marii z pierwszego z opowiadań zebranych w zbiorze Weroniki Murek pod tytułem „Uprawa roślin południowych metoda Miczurina“ (Wydawnictwo Czarne).

A później, po podwieczorku zapoznawczym dla zmarłych i kilku innych przygodach (uprzedzam) traficie na boży obiadek, a podczas wizyty u Matki Boskiej istnieje niebezpieczeństwo, że uświadomicie sobie, iż tak właśnie czasem jest, tak być może i to wcale nie po śmierci… Nie, nie dosłownie, to znaczy, nie po staremu „dosłownie“, bo mam wrażenie, że w opowiadaniach Weroniki Murek „dosłownie“ ma inną definicję, niż ta, do której przywykliśmy… Ale, będzie dużo czasu, by się nad tym zastanawiać, bo przecież będzie jeszcze “tak przez wieczność całą”.

A kiedy już z Marią się pożegnacie, to zawsze możecie pomóc paniom przedszkolankom od zupy z rurą w “Organizacji snu w przedszkolu” i postarać się razem z nimi wytłumaczyć pozostałym dzieciom, że Piotruś jest z mięsa, owszem, ale to nie powód, żeby go wyśmiewać i poniżać. Aaa, że mu Jezusek pod łóżkiem siedzi i grozi, że kapcie zabierze – to już inna sprawa.
A jeśli macie “Alergie na pióra pudrowe”, to pewnie Was zainteresuje problem dziewczyny, która chciała wyjść, ale dziadek najpierw musiał umrzeć. Za mąż chciała wyjść, bo rozumiecie, Boluś czeka, a dziadek jakoś nie umiera, więc…

W każdym razie długo jeszcze bym tak mogła Wam opowiadać a to o “Ołówku, siekierce, kijku”, gdzie na początku dwie kobiety w białych sukienkach na polu w lusterka łapią spojrzenia pożądliwe mężczyzn i jak jaja na łyżce niosą, żeby donieść… o “Siwym koniu w plamy kare” i “Trzecim pochówku Sikorskiego z uwzględnieniem koca”, aż po “(…) prawdopodobną śmierć polskiego kosmonauty”…

Cokolwiek napiszę, nie odda bogactwa jakie kryje się w tej hipnotyzującej, onirycznej, zwięzłej i niepokojącej prozie. A może raczej bogactwa, które wypełniają za sprawą słów tak a nie inaczej przez Weronikę Murek ułożonych umysły czytających.

Mam jednocześnie przeczucie, że “Uprawa roślin południowych metodą Miczurina” nie spodoba się tym konsekwentnym czytelnikom opowieści z początkami, rozwinięciami i końcami wedle nienaruszalnych zasad (choć i tak bardzo bym chciała, żeby mimo moich przeczuć i oni spróbowali, co z tej uprawy wykiełkuje), bo jeśli chodzi o zasady, to ta książka jest jak przejęzyczenie. Ja jestem nią zauroczona, bo tak się składa, że w przejęzyczeniach kocham się odkąd pamiętam.

  • Wszystkie cytaty pochodzą z książki: “Uprawa roślin południowych metodą Miczurina”, Weronika Murek, Wydawnictwo Czarne, ISBN 978-83-8049-024-6, s. 140

Ula Witkowska

Ula Witkowska

Tak sobie często myślę w skrytości, kim jesteś Ty, która/który to czytasz? Jak masz na imię? Co sobie teraz myślisz, gdyśmy już dobrnęli razem do tego miejsca? Jeśli możesz, daj mi po prostu znać, że jesteś <3 Niech wiem, że się tu dziś spotkaliśmy.

  • Facebook