pełen zlew

- o codzienności, zaczytaniu i bałaganie

Nakarmić kamień


Od kilku dni pada i wieje, aż drzewa gnie, a mnie się marzy ukryć. Na dachu budynku, który widzę z okna, ptaszyska. Obsiadły aż czarno. Zrobiłabym im zdjęcie, ale zdaje mi się, że jakoś w oku lepiej im dziś niż w obiektywie.

„Pracą smutku jest przyjść i być. Nic więcej. Reszta należy do człowieka – jeśli go podejmie, smutek się utuczy jak toczona śnieżka. Oblepi każdą myśl.“ – napisała Bronka Nowicka w „Nakarmić kamień“, a mnie te słowa znów kołaczą w głowie.

Zawsze byłam dobra w podejmowaniu gości – myślę z niepokojem.

Czytam więc po wtóry „Nakarmić kamień“, już nie od pierwszej do ostatniej strony, a fragmentami. I za każdym razem znajduję tam coś nowego, a znanego, bliskiego, choć bolesnego. To coś mieszka pod słowem i w duszy. Mam wrażenie, że znam tę dziewczynkę, że czasem nią jestem, że znam to dziecko, czasem jest we mnie.

Wychodzę więc z psem na spacer, zakładam czerwone kalosze, rozkładam parasolkę w grochy i wędrujemy. Smutek nie lubi przestrzeni i kochanych psów. Już czuję, że się wierci. Lepiej niech mu we mnie nie będzie za wygodnie.

Chciałabym, żeby i ona miała ukochanego psa-strażnika i zaczarowane czerwone kalosze. I żeby wiedziała, że jej wierzę, że widziała pana głupka, który dyrygował światem za pomocą patyka. I rozumiem jej pragnienie zachowania niewypranego swetra ku pamięci po dziadku czy potajemne odejmowanie guzików z babcinej puli, by nie starczyło ich na zapłatę za śmierć. I smak kolan też znam, nie tylko z dzieciństwa. I żal mi ogromnie, że płakała do środka i że nikt jej wcześniej nie nauczył, jak płakać normalnie. I że chciałabym jej jakoś pomóc, odwdzięczyć, za to, że ona pomogła mnie.


“Dziecko przystawiało kamień do wielu rzeczy, ale żadnej nie ubywało. A skoro miały siebie ciągle tyle samo, znaczyło to, że nie są dla niego jadalne.

Wtedy dziecko znalazło wgłębienie pod językiem, włożyło tam kamień i nie stało się przez to cięższe. Poczuło, że jest go mniej. Nie tak mniej, jak jest się mniej, bo się żyje i zużywa życie. Tak mniej, jak się coś z siebie daje.

Dziecko szło po ogrodzie i patrzyło na to, czym był. Kamień jadł ten widok razem z dzieckiem, które już wiedziało: wyżywi kamień czymkolwiek, co przejdzie przez zmysły. Nawet bryłą gliny, jeśli na nią popatrzy, zwykłą trawą – jeśli jej dotknie. Może nawet samym myśleniem o trawie.”

  • Bryła gliny [w:] Nakarmić kamień, Bronka Nowicka

Ula Witkowska

Ula Witkowska

Tak sobie często myślę w skrytości, kim jesteś Ty, która/który to czytasz? Jak masz na imię? Co sobie teraz myślisz, gdyśmy już dobrnęli razem do tego miejsca? Jeśli możesz, daj mi po prostu znać, że jesteś <3 Niech wiem, że się tu dziś spotkaliśmy.

  • Facebook