pełen zlew

- o codzienności, zaczytaniu i bałaganie

Cegiełki i inne opowiadania


Taka to sobie zwykła wieś na skraju świata i czasu. Taki to niepozorny bohater poeta-marzyciel, uciekinier, poszukiwacz. Niby już swój, a przecież zawsze jednak obcy. Za wiele o nim nie wiemy, ale czy o kimkolwiek wiemy rzeczywiście wystarczająco dużo?

Ma swoje lata. Ma swoją historię.

I bohater. I wieś.

Czy ja wiem, o czym to właściwie było, te „Cegiełki i inne opowiadania“ Piaseckiego? O życiu chyba po prostu. Różnorodnym, zagmatwanym, pełnym niedopowiedzeń, przemilczeń, niejasności, ale też momentów szczęścia, poczucia radości, że jednak się jest, ale i strachu, że w każdej chwili można przeminąć. I o przyjaźni, miłości, poszukiwaniu siebie i sensu. I o byciu, jakim się jest.

To taka zwykła opowieść, czy może bardziej opowieść o zwyczajności. Opowieść schwytana w proste słowa, które złożone w zdania, tworzą zawiłą historię nie jednego życia, a wielu, a relacji, spotkań, decyzji. Te opowiadania, to jakby fragmenty codzienności.

Bo czy nie tyle właściwie wiemy? Czy nie jesteśmy tylko chwilą, a ci, co z nami, czy nie są też tylko przez moment w naszych życiach? Spotykamy się, mijamy, patrzymy na siebie, czasem rozumiemy (czasem nie) pobudki naszych działań, opowiadamy sobie nasze wersje zdarzeń, bawimy się, smucimy, kochamy, nienawidzimy, zazdrościmy, obmawiamy, rozstajemy, patrzymy na te same relacje i sytuacje inaczej pod wpływem mijającego czasu i pozyskanych doświadczeń.

A ile pomijamy, przemilczamy? O ilu sprawach nigdy nie pomyślimy po raz drugi, o ilu nie powiemy nawet najbliższym? Budujemy wiecznie cały ten tak zwany kontekst.

Kusi mnie, by myśleć, że „Cegiełki…“ to takie trochę wyzwanie rzucone czytelnikowi. Eksperyment. Może to tylko złudne poczucie, ale zdawało mi się podczas lektury, że gdzieś tam w sobie słyszałam cichutkie pytanie… Jak się teraz zachowasz? Będziesz obserwować, starać się dowiedzieć czegoś więcej, zrozumieć motywacje wszystkich bohaterów czy może skupisz się na wybranym? Pójdziesz tropem głównego czy pobocznych? A może osądzisz już teraz, kiedy czytasz, a jeśli, to na jakich podstawach i czyje zachowanie?

Ciekawe to było doświadczenie, lektura „Cegiełek…“, bo czułam, że pozwolono mi zerknąć właściwie tylko kilka razy i to jakby przez dziurkę od klucza na momenty z życia wybranych postaci, na ich waśnie, miłości, pragnienia, na ich przeszłość i teraźniejszość. I zostawiono mnie z poczuciem, że za wiele o nich nie wiem. Tak jak nagle znalazłam się w tym napisanym świecie, tak nagle zostałam zmuszona, by go opuścić wraz z ostatnią stroną.

I teraz mam tylko to oraz garstkę dopowiedzeń czy domysłów, które przyszło mi wyłuskiwać z fragmentów rozmów bohaterów, kontekstu danej sytuacji.

Mogłam tylko rzucić okiem przez te 200 stron. Niby starczyło, by dostrzec co nieco, ale to zdecydowanie za mało na poznanie całej historii, a jednocześnie już za dużo, żeby odwrócić wzrok od galerii osobowości, którą stworzył Piasecki, więc przyszło mi myśleć o tym napisanym świecie za każdym razem, gdy kończyłam kolejne opowiadanie coraz intensywniej.

A teraz, kiedy to piszę, zdaję sobie sprawę, że nie pamiętam, jak główny bohater miał na imię. Czy padło w tekście? Nie zauważyłam, zapomniałam? Czy jest ważne? Bo przecież, gdy czytałam, właściwie nie było. Wystarczyło, że wpuścił mnie do siebie i widziałam przez chwilę świat, którego nie znam, jego oczami. Wystarczyło, że obserwował i rozmyślał, a ja brałam w tym udział.

I do tego taki to z niego główny bohater, że więcej wiem o tych, których miał wokół siebie, niż o nim samym, a jednocześnie czuję, że jest mi bliski, taki zagubiony w plątaninie własnych myśli i uczuć.

Bo on, to kto właściwie? Poeta-marzyciel, pisarz, który poszukuje lub ucieka? Wariat jakiś, jak powiedzieliby mieszkańcy podlaskiej krainy. Sprzedał mieszkanie w Warszawie i przeprowadził się na ten skraj świata, skąd kto może, ucieka. I co, do końca życia w chacie mieszkać będzie na odludzi? Po co? Ziemie uprawiać? Jaką ziemię? Kawałek łąki, jeziorko… I co, dla przyjemności tak? A ma on z czego żyć? No nie ma. Jakby miał, to by za piec w ratach miesiącami nie płacił i do Anglii nie jeździłby na zarobek. Chociaż, czy on na zarobek do tej Anglii, czy po prostu uciekał? Kto to wie? No i nie pierwszej młodości, to co on tam nazarabia w tej Anglii? A i żenić się nie chce, ale kobietę mieć, to i owszem. To jak to tak? A on swój i obcy jednocześnie. Takiemu to jednak nie wiara, ale w zasadzie to całkiem w porządku chłopisko…

Ciekawy był to czas z książką Piaseckiego. To taka opowieść jakie lubię najbardziej, czyli niespieszna i niby o niczym, a w rzeczywistości o wszystkim.

  • Cegiełki i inne opowiadania, Jan Krzysztof Piasecki, Biblioteka Słów, ISBN 978-83-63879-97-6