pełen zlew

- o codzienności, zaczytaniu i bałaganie

Dolinia Muminków w listopadzie – subietywny wybór cytatów


Już czas na “Dolinę Muminków w listopadzie” – pomyślałam kilka dni temu i zrobiło mi się cieplen na duszy. Wracam do tej opowieści każdej jesieni, jak do dobrej przyjaciółki, a ona za każdym razem opowiada mi o czymś ważnym, skłania do zamyślenia, daje schronienie.

Niektóre jej fragmenty znam już chyba na pamięć, a jednak za każdym razem czymś mnie zaskakuje! I choć często się nad tym zastanawiam, to nadal nie umiem wybrać, do której postaci jest mi najbliżej. Trochę dlatego, że skrycie wierzę, że istoty zamieszkujące i odwiedzające Dolinę Muminków, choć przecież tak wyraziste i tak odrębne, są jednocześnie jedną istotą. Że tak naprawdę Homek Toft, Paszczak, Mimbla, Filifionka, Wujek Truj, Włóczykij, rodzina Muminków i cała reszta… że oni wszyscy są jak składniki jednego wyjątkowego koloru, które dopiero wspólnie tworzą jego głębię w pełni.

Kiedy pomyślałam, że wypiszę tu kilka ulubionych cytatów, nie miałam pojęcia, jakie to będzie trudnie! Nagle okazało się, że właściwie powinnam po prostu przepisać całą książkę. W drodze okrutnej i bolesnej selekcji udało mi się wybrać 38 fragmentów… Oto i one:


Zaczęło jej być zimno, i od deszczu, i od tego, że przeleciała przez całe swoje życie w ciągu jednej sekundy, postanowiła więc zaparzyć kawę.


– Nie przejmuj się, nie ma tu nic gorszego niż my sami.


Z biegiem lat nagromadziło mu się na podłodze mnóstwo rzeczy. Tyle tego zawsze jest, czego nie warto podnosić, i tyle powodów, żeby nie podnosić. Leżały te różne rupiecie porozrzucane jak wyspy, cały archipelag niepotrzebnych, pogubionych przedmiotów. Wuj Truj przyzwyczaił się przechodzić koło nich i przestępować przez nie, przysparzały pewnej emocji jego codziennym wędrówkom po pokoju, a jednocześnie utwierdzały go w przekonaniu, że wszystko jest powtarzalne i trwałe. Ale teraz uznał, że nie są mu już więcej potrzebne. (…)
– Będę parzył na całkiem nowe rzeczy – pomyślał.


– Że się nie można powstrzymać i że się powinno – to jakoś nie idzie w parze. Według mnie to, że powinno się coś zrobić, nie jest tym samym, co to, że można to zrobić…


Nagle przyszło mu na myśl, że wszystko, co robi, nie jest niczym innym, jak tylko przenoszeniem rzeczy z jednego miejsca na drugie albo mówieniem, gdzie one powinny stać, i przez krótką chwilę olśnienia zastanawiał się, co by się stało, gdyby dał temu spokój.


Dlaczego robisz tyle szumu o coś, czego nie ma albo się nie zdarzyło?


Na razie nic nie musiała robić, mogła pogrążyć się w otaczające ją ciepło, cały świat był jedną wielką, miękką kołdrą okrywającą Mimblę, wszystko inne pozostało na zewnątrz. Mimbli nigdy nic się nie śniło, spała wtedy, kiedy miała na to ochotę, i budziła się wtedy, kiedy było warto.


Była późna jesień. Włóczykij szedł dalej na południe, lecz co jakiś czas rozstawiał namiot i pozwalał dniom mijać, jak chcą, chodził sobie i przyglądał się różnym rzeczom, nic nie myśląc i nic nie pamiętając, i dużo spał. Zachowywał ostrożność, ale niczym się właściwie nie interesował i nie obchodziło go, dokąd idzie – chciał tylko iść dalej.



Paszczak obudził się powoli i gdy tylko stwierdził, że jest sobą, zapragnął być kimś innym, kimś, kogo nie znał. Czuł się jeszcze bardziej zmęczony niż wtedy, kiedy kładł się spać, a tu tymczasem nastawał już nowy dzień, który będzie trwał do wieczora, a potem przyjdzie następny i jeszcze następny i ten znów będzie taki sam jak wszystkie dni w życiu Paszczaka.


Starał się być Paszczakiem, którego wszyscy lubią, i starał się być Paszczakiem, którego nikt nie lubi. Lecz co z tego, kiedy i tak ciągle był tylko Paszczakiem, który wszystko robi, jak może najlepiej, ale nic mu naprawdę dobrze nie wychodzi.


Spojrzał w zamyśleniu na ciemną, płynącą wodę i przyszło mu do głowy, że życie jest jak rzeka. Niektórzy żeglowali po niej powoli, inni szybko, jeszcze inni przewracali się razem z łodzią.


Ach, jak myśli łatwo dziś przychodzą i jakie wszystko jest proste! Wystarczyło przejść przez próg, z kapeluszem zawadiacko na bakier, no nie?


Jak to się dzieje, że tak jest? – zastanawiał się w osłupieniu. – Taki się czułem szczęśliwy przez cały dzień. Co to było, że wszystko wydawało się takie proste.


Był strasznie stary i łatwo zapominał. Obudził się któregoś ciemnego, jesiennego ranka i nie mógł sobie przypomnieć, jak się nazywa. Trochę to jest smutne, kiedy nie pamięta się cudzych imion, natomiast zapomnieć swoje należy wręcz do przyjemności.



Lato wydawało się nagle tak dalekie, jakby go nigdy nie było, drogi od domu do domu wydłużyły się i każdy siedział schowany u siebie.


Nie zadał sobie trudu, żeby wstać z łóżka, i przez cały dzień pozwalał nowym myślom i obrazom przychodzić i odchodzić, jak chcą, od czasu do czasu spał trochę i potem znów się budził, wciąż nie wiedząc, kim jest. To był spokojny i bardzo ciekawy dzień.


– Szukasz okularów? – spytał Wuj Truj zaciekawiony.
Włóczykij nie przerywał szukania.
– Chcę szukać w spokoju – odparł.
– Co ty mówisz! – wykrzyknął Wuj Truj, idąc za nim, jak tylko mógł najszybciej. – Masz absolutną rację. Swego czasu szukałem całymi dniami różnych rzeczy, imion i słów, i najgorsze było, jak inni starali się mi pomóc. – Złapał Włóczykija za płaszcz i, mocno trzymając, mówił: – Wiesz, jak to było przez cały dzień? W ten sposób: Gdzie to widziałeś ostatni razy? Postaraj się przypomnieć sobie. Kiedy to się stało? Gdzie to się stało? Ha, ha! Teraz koniec z tym wszystkim. Zapominam i gubię, co mi się tylko podoba.


– Jestem Wuj Truj – szepnął uroczyście. – A teraz wstanę i zapomnę o wszystkich krewnych na całym świecie.


Nie wyruszył od razu. Wiedział z doświadczenia, jak ważne jest umieć odkładać to, za czym się tęskni, i zdawał sobie sprawę, że wyprawa w nieznane musi być przygotowana z rozmysłem.


A przecież wciąż coś organizował i urządzał, ciągle czymś dyrygował, od rana do wieczora! Wszędzie dookoła wszyscy wiedli niedbałe, bezcelowe życie, gdziekolwiek spojrzeć, wszędzie było coś do ustawienia we właściwy sposób, i Paszczak wychodził z siebie, żeby uprzytomnić innym, jak powinni żyć. Zupełnie jakby nie chcieli, żeby im było dobrze – martwił się, myjąc zęby. Spojrzał na fotografię, na której był on sam i jego żaglówka w dniu wodowania. Piękne to było zdjęcie, lecz gdy patrzył na nie, zrobiło mu się jeszcze smutniej. – Powinienem nauczyć się żeglować – uznał. – Tylko że nigdy nie mam czasu…



Filifionce łzy zakręciły się w oczach. Bo Paszczak popsuł jej całą przyjemność. Byłaby też zmywała, nawet chętnie, gdyby tylko sama mogła to zaproponować. Ale pomysł, że ona ma prowadzić gospodarstwo, bo jest kobietą! Też coś! I w dodatku z Mimblą!


– Wiesz – zwierzył się Włóczykijowi – takie to jest miłe, jeśli chodzi o ciebie, że mało mówisz. Wydajesz się niesłychanie mądry, dlatego że się nie odzywasz.


Nadal był zielony na twarzy i trząsł się cały z zimna. Zdjął buty i skarpety i powiesił je nad kuchnią, żeby wyschły. Homek nalał my kawy. Siedzieli naprzeciwko siebie przy kuchennym stole, obaj zmieszani.
– Zastanawiam się – zaczął Paszczak – zastanawiam się, czy nie byłby może czas wracać pomału do domu. – Kichnął i dodał: – Ja sterowałem.
– Może tęsknisz za swoją łodzią? – powiedział Homek.
Paszczak bardzo długo nic nie mówił. Kiedy się wreszcie odezwał, na jego twarzy malowało się uczucie ogromnej ulgi.
– Wiesz co? – rzekł. – Coś ci powiem. Byłem dziś w ogóle pierwszy raz w życiu na morzu!
Homek podniósł na niego oczy, a Paszczak zapytał:
– Nie dziwisz się?
Homek potrząsnął głową.
Paszczak wstał i zaczał chodzić tam i z powrotem po kuchni bardzo podniecony.
– To żeglowanie to coś strasznego – mówił. – Wiesz, tak mnie mdliło, że chciałem tylko umrzeć, i cały czas się bałem!
Homek Toft spojrzał na niego i powiedział:
– To musiało być okropne!
– Było – przyznał Paszczak z wdzięcznością. – Ale nie dałem Włóczykijowi niczego po sobie poznać! Uważał, że bardzo dobrze sobie radzę z żaglem, że mam prawidłowy chwyt, rozumiesz. A teraz wiem, że już nie muszę żeglować. Dziwne, co? Właśnie dopiero co zrozumiałem, że już nigdy nie będę musiał żeglować!


– Jeżeli nawet widzisz, że to strumień, nie musisz chyba o tym mówić? Okropne dziecko. Dlaczego chcesz mi zrobić przykrość?
Mimbla ze zdziwienia przestała się czesać.
– Lubię cię – odparła. – Nie chcę ci robić przykrości.
– To dobrze – rzekł Wuj Truj. – Ale w takim razie przestań mówić o tym, jakie wszystko jest, i daj mi wierzyć w przyjemne rzeczy.
– Spróbuję – zgodziła się Mimbla.


Pomyślała sobie, że nieraz trudno jest uszanować starość i zastosować się do wszystkich tradycji związanych z dostojnym trybem życia.


“Muszę wyjść – uznał Włóczykij. – Już lepiej być z nimi, niż o nich myśleć. Jak oni się różnią od rodziny Muminków…” Wtem, całkiem nieoczekiwania, zatęsknił za rodziną. Oni też bywali uciążliwi. Chcieli rozmawiać. Wszędzie się kręcili. Ale przy nich mógł być sam ze sobą. Jak oni się właściwie zachowywali? – zastanawiał się Włóczykij ze zdumieniem. – Jak to się stało, że spędziłem z nimi tyle długich letnich miesięcy i nigdy nie zauważyłem, że przy nich mogę być sam ze sobą?


– Wuj Truj złapał swoją pierwszą rybę – powiedział. – A teraz Paszczak mówi, że tylko Paszczaki umieją przyrządzać ryby. To prawda?
– Skądże! – krzyknęła Filifionka. – Tylko Filifionki umieją i Paszczak dobrze o tym wie!
– Ale pewnie ci się nie uda tak zrobić, żeby dla wszystkich starczyło – zauważył Włóczykij smutnym głosem.
– Tak sądzisz? – odparła Filifionka, chwytając okonia. – Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby jakaś ryba miała nie wystarczyć na sześć osób!


– Znowu czytałeś! – zauważył Paszczak. – To niebezpieczne tak dużo czytać.


Chciał, żeby cała dolina była pusta, żeby było w niej miejsce na wielkie sny; potrzebuje się przestrzeni i ciszy, żeby móc coś kształtować z odpowiednią pieczołowitością.


– Lubisz wyciągać gwoździe? – zapytała Mimbla. Siedziała za nim na pniu do rąbania drewna.
– Co? – spytał Homek.
– Nie lubisz wyciągać gwoździ, a jednak to robisz – rzekła Mimbla. – Ciekawa jestem dlaczego.
Toft spojrzał na nią milcząco. Mimbla pachniała miętówkami.
– Paszczaka też nie lubisz – mówiła dalej.
– Nigdy się nad tym nie zastanawiałem – mruknął Toft, odpierając natarcie. I natychmiast zaczął się zastanawiać, czy lubi Paszczaka, czy nie.


– Ja jestem na wakacjach – odparł Wuj Truj ponuro. – Mogę zapominać, ile tylko chcę. To wspaniałe uczucie. Zamierzam o wszystkim zapomnieć poza kilkoma drobnymi, przyjemnymi rzeczami, które są ważne.



W namiocie siedział Włóczykij i pewnie strugał łyżkę z drewna albo może nic nie robił, milczał tylko i wszystko wiedział lepiej od innych. Cokolwiek mówił, brzmiało dobrze i słusznie, ale potem, kiedy się znów było samemu, nie rozumiało się, co miał na myśli, a nieśmiałość nie pozwalała wrócić i zapytać. Bywało też, że wcale nie odpowiadał, mówił o herbacie i o pogodzie, przygryzał fajkę i wydawał ten swój denerwujący, nieokreślony pomruk, i wtedy miało się uczucie, że się powiedziało coś całkiem niemożliwego.


Nie chcę mieć przyjaciół, którzy są mili, choć wcale mnie specjalnie nie lubią, ani też nikogo, kto jest miły tylko dlatego, żeby nie być niemiłym.


Może taki się czuł oszołomiony, że nie wiedział nawet, dlaczego warczy.


– Jest jedna dziwna rzecz – rzekł Paszczak. – Wydaje mi się czasem, że wszystko, co mówimy i robimy, i wszystko, co się dzieje, już się kiedyś działo, no nie? O ile mnie rozumiecie. Wszystko jest takie samo.
– Dlaczego miałoby być inne? – zapytała Mimbla. – Paszczak jest zawsze Paszczakiem i zdarzają mu się tylko te same rzeczy. A Mimblom zdarza się czasem, że uciekają, żeby nie musieć sprzątać! – Zaśmiała się głośno, klepiąc się po kolanach.
– Czy ty zawsze będziesz taka sama? – spytała Filifionka przez ciekawość.
– Mam wielką nadzieję, że tak – odpowiedziała Mimbla.


Wtedy w ostatnim domu ktoś uchylił trochę drzwi i bardzo stary głos zawołał:
– Dokąd idziesz?!
– Nie wiem – odpowiedział Włóczykij.
Drzwi zamknęły się i Włóczykij wszedł w las. Miał przed sobą sto mil ciszy.


Tu przychodziła Mama Muminka, gdy była zmęczona, zła i zawiedziona i gdy chciała, żeby ją zostawiono w spokoju, tu krążyła bez celu, w wiecznym mroku, owładnięta przygnębieniem… Toft zobaczył całkiem nową Mamę i wydała mu się naturalna. Zastanowiło go nagle, dlaczego Mama bywała smutna i w jaki sposób można by temu zaradzić.


– To niemożliwe – szepnęła, czując dreszcz podniecenia. – Żeby przestać sprzątać, i to z własnej nieprzymuszonej woli!…


/ Wszystkie cytaty pochodzą z książki Tove Jansson “Dolina Muminków w listopadzie” w tłumaczeniu Teresy Chłapowskiej.

Ula

Ula

  • Facebook