fbpx

pełen zlew

- książki, myśli i bałagan

Louise Glück – wiersze


Eros*


Przysunęłam moje krzesło do okna, by patrzeć na deszcz.

Byłam jakby we śnie lub w transie –
zakochana, a jednak nie chciałam niczego.

Nie misiałam cię dotykać, patrzeć na ciebie.
Chciałam tylko jednego: tego pokoju, krzesła, szumu
padającego deszczu,
godzina za godziną, ciepła tego wiosennego wieczoru.

Nie trzeba mi było nic więcej; byłam samą sytością.
Moje serce stało się małe, niewiele potrzebowało, by się napełnić.
Patrzyłam na deszcz padający ciężkimi strugami nad
ciemniejącym miastem –

Byłeś poza tym: zgadzałam się byś żył
wedle swych chęci.

O zmierzchu deszcz zelżał. Zajęłam się rzeczami
jakie wykonujemy w świetle dziennym, byłam pogodzona,
ale poruszałam się jak lunatyczka.
To wystarczyło i nie miałeś z tym już nic wspólnego.
Kilka dni w obcym mieście.
Rozmowa, dotyk dłoni.
A potem zdjęcłam obrączkę.

Tego właśnie chciałam: być naga.

Przeł. Julia Hartwig


Baśń*

Wówczas spojrzałam w dół i zobaczyłam
świat w który wchodzę i który miał być moim domem.
Obróciłam się do mego towarzysza i zapytałam: Gdzie
jesteśmy?

A on odpowiedział: Nirwana.
A ja odezwałam się znowu: Ale światło nie przyniesie nam
pokoju.

Przeł. Julia Hartwig


Czas*

Zawsze było za dużo, potem za mało.
Dzieciństwo, choroba.
Obok łóżka miałam dzwonek –
po drugiej stronie dzwonka była matka.

Choroba, szary deszcz. Uśpione deszczem psy. Spały na łóżku
w nogach, i wydawało mi się, że rozumiały
czym jest dzieciństwo: najlepiej trwać w nieświadomości.

Deszcz zostawił na oknach szare smugi.
Siedziałam z książką, obok mnie dzwonek.
Nie słysząc głosów, wprawiałam się w obcowanie z głosem.
Nie dostrzegając śladów ducha, upewniałam się w chęci,
by żyć duchem.

Deszcz wzmagał się lub cichł.
Miesiąc za miesiącem jak jeden długi dzień.
Rzeczy stawały się snami, sny rzeczami.

Potem wydobrzałam; dzwonek wrócił do kredensu.
Przestał padać deszcz. Psy wystawały pod drzwiami
domagając się wyjścia.

Wydobrzałam, a potem stałam się dorosła.
I czas wzbierał – jak deszcz
było go tyle, tyle, jakby przemienił się w ciężar nie do
podźwignięcia.

Byłam dzieckiem, żyjąc jakby w półśnie.
Byłam chora; otoczona opieką.
I żyłam w świecie ducha,
w świecie szarego deszczu,
zagubionym, zapamiętanym.

I nagle pojawiło się słońce.
Poruszył się czas, choć niewiele go już pozostało.
I to co przeżywane stawało się zapamiętywanym,
a zapamiętywane przeżywanym.

Przeł. Julia Hartwig


*Wiersze pochodzą ze zbioru “Dzikie brzoskwinie. Antologia poetek amerykańskich” / Julia Hartwig, Wydawnictwo Sic!, ISBN 83-88807-26-9