fbpx

pełen zlew

- blog o codzienności

O pisarce | Virginia Woolf


“W oczach ludzi, w ich rytmicznym kroku, w dreptaniu, ciężkich stąpaniach, w zgiełku i wrzawie, w powozach i samochodach, w autobusach, ciężarówkach, w ludziach-reklamach kiwających się i powłóczących nogami, w ulicznych orkiestrach, w katarynkach, w tryumfie, w hałasie, w dziwacznym wysokim śpiewie samolotu tam w górze było wszystko to, co kochała: życie, Londyn. Ta chwila w czerwcu”.

(Virginia Woolf, Pani Dalloway)

To co prawda o pani Dalloway, a jednak, gdybym miała zgadywać, jaka była Virginia Woolf, właśnie tymi słowami bym ją scharakteryzowała. Wyobrażam sobie, że mogłaby stać w słońcu na progu swego domu, mieć przymknięte od blasku oczy, a tym wyraźniej słyszeć, co wokół i czuć zachwyt codziennością, tym, że jest ta chwila w czerwcu, w lipcu, w sierpniu…

Jak czujną obserwatorką musiała być, ile zapamiętywać, w jaki sposób widzieć to, co ją otaczało, by z tysięcy codzienności, drobiazgów stwarzać światy mieniące się od braw, wręcz roziskrzone, ożywające na kartach książek i wychodzące daleko poza nie.  

Każde jej dzieło to kolejna próba opisania życia, w jego wielkości i ograniczeniach, konwenansach, zachwycie, pięknie i smutku, próba podejmowana na tak wiele różnych sposobów.  Jej teksty, zarówno literackie, jak i zapiski w dzienniku czy listy skrzą się ujmującym humorem i zadziornością. 

Jeśli sądzić po nich, zdawała się wręcz głodna życia!

„Pokój Jakuba” „Noc i dzień”, „Do latarni morskiej”, „Panią Dalloway”… czy opowiadania i eseje… Wystarczy po nie sięgnąć i przeczytać chociaż kilka stron (najlepiej na głos), by wyraźnie zdać sobie sprawę, jak wrażliwa musiała być na codzienność, by tworzyć tak wielogłosowe narracje.

„W październiku 1884 roku, kiedy umarła panna Willatt, odczuwano, jak to ujmuje jej biografka, że „świat ma prawo dowiedzieć się więcej o tej zachwycającej, choć nieśmiałej kobiecie”. Wybrane przymiotniki najlepiej świadczą o tym, że ona sama nie podzielała tej opinii, chyba że ktoś zdołałby dowieść, iż świat na tym zyska.  (…) Gdyby wziąć owo początkowe zdanie i przeprowadzić jego moralną analizę, można by zapełnić całą stronę interesującymi pytaniami.  Jakie prawo ma świat, by dowiadywać się czegokolwiek o mężczyznach i kobietach? O czym biograf może nas poinformować? A następnie: w jakim sensie możemy mówić, że świat na tym zyska? „

(Virginia Woolf, Wspomnienia o pisarce [w:] Nawiedzony dom. Opowiadania zebrane)

Nie umiem sobie nawet wyobrazić, co odczuwano, gdy  w marcu 1941 roku umarła Virginia Woolf. Nie mam pojęcia co ona odczuwała, gdy szła ubrana w ciężkie palto, które już za parę chwil obciążone kamieniami, przesiąknięte wodą pociągnie ją na dno rzeki Ouse. Czy Virginia chciałaby, by o niej pisano? By świat wciąż się o niej dowiadywał czegoś nowego? 

Mogę się tego jedynie domyślać, a wszystko, co wymyślę, choćby oparte na lekturze dzienników, listów, wspomnień i biografii, będzie i tak tylko zmyśleniem. 

28 marca 1941 roku to był piątek. Podobno chłodny, acz słoneczny. A ona podobno szła zdecydowanym krokiem, jakby chciała wyprzedzić ewentualne wątpliwości po podjęciu decyzji. “Nie mogę już dłużej walczyć” – napisała w liście pożegnalnym do swojego męża, Leonarda. Bo jak wynika z dzienników i listów, całe jej życie było walką.

Adeline Virginia Stephen przyszła na świat 25 stycznia 1882 roku jako trzecie dziecko sir Lesliego Stephena i Julii Prinsep Duckworth. Dla obojga jej rodziców związek, którego była owocem było drugim małżeństwem i oboje posiadali już dzieci z poprzednich. Tym sposobem Virginia wychowywała się w otoczeniu siostry i dwóch rodzonych braci oraz przyrodniego rodzeństwa, dwóch sióstr i dwóch braci (którzy – jak się później okaże – wykazywali daleko większe przywiązanie do swoich przyrodnich sióstr, niż nakazuje przyzwoitość…).

Sir Leslie Stephen był znanym pisarzem, filozofem, historykiem, matka Virginii, jak to było w zwyczaju, zajmowała się rodziną. Wszyscy mieszkali w dużym, ciemnym domu o ciężkich kotarach i mrocznych korytarzach.  Wspaniale wyposażona biblioteka stała się podstawą edukacji Virginii i Vanessy, gdyż dziewczęta nie zostały wysłane do szkoły ani na studia. 

Pierwsze głębokie załamanie nerwowe Virginia przeszła po nagłej śmierci ukochanej matki  i niedługo później przyrodniej siostry Stelli (Virginia miała wtedy 13 lat). Od tamtej chwili rozpoczął się okres mroku. Życie w ciemny, dusznym wiktoriańskim domu pod władzą egocentrycznego ojca, którego Virginia niejednokrotnie nazywała tyranem, zdawało się koszmarem. 

Wraz ze starszą siostrą, Vanessą, która do końca życia pisarki będzie jedną z najbliższych jej osób, miały zastąpić matkę i starsza siostrę w roli opiekunek domowego ogniska. Musiały zmierzyć się z realiami wiktoriańskiego świata. Świata, w którym kobiety nie miały prawa głosu, w którym za naganne uważano, by kobieta chciała się uczyć, a wręcz ujmą było, gdy miała własne zdanie. Kobiety przygotowywane były do ról żon i matek, a głównym ich zadaniem było opiekowanie się mężczyznami. 

Kiedy w 1904 roku umrze Sir Leslie Stephen Virginia przejdzie kolejne załamanie. Gdy dojdzie do siebie rozpocznie się jaśniejszy etap życia sióstr. Sprzedadzą rodzinny dom przy 22 Hyde Park Gate i kupią  tańszy i mniej wystawy przy 46 Gordon Square w Bloomsbury. Tam będą mogły odetchnąć świeżym powietrzem, zerwać ciężkie zasłony i szeroko otworzyć okna na nowe. Rok później Virginia rozpocznie swoją karierę pisarską, a kilka lat później zostaje panią Woolf poślubiając Leonarda Woolfa, jednego z przyjaciół jej brata z uniwersytetu. Nim to jednak nastąpi salon przy Gordon Square niejednokrotnie wybrzmiewać będzie śmiechem i rozmowami po świt. Virginia Woolf fascynuje, a jej pisarstwo zachwyca do dziś. Pośród książek jej poświęconych chyba najbardziej znaną jest biografią pisarki autorstwa jej siostrzeńca, Quentina Bella pod tytułem „Virginia Woolf. Biografia” lata temu wydana w Polsce przez wydawnictwo Twój Styl. To bogato ilustrowana zdjęciami książka pokazująca złożoność natury Virginii, malująca ją jako barwną, wrażliwą kobietę, walczącą ze stanami depresyjnymi, ujmującą i błyskotliwą z jednej strony, z drugiej złośliwą, zadziorną, zazdrosną o sukcesy innych, w tym ukochanej siostry. Pokazująca ją jako osobę cierpiącą z powodu braku macierzyństwa, jednocześnie oddaną mężowi i pragnącą intymnych relacji z kobietami, o których sądziła, że są daleko bardziej zajmujące i złożone. To obraz kobiety, która całe życie walczyła i przełamywała konwenanse. Książka dziś do zdobycia raczej w antykwariatach lub Internecie, często za cenę wielokrotnie przewyższającą detaliczną. Pojawiają się jednak kolejne prace dotyczące życia tej niezwykłej pisarki. Jedną z nowszych jest wydana kilka lat temu  kontrowersyjna  biografia autorstwa Viviane Forrester „Virginia Woolf. Opowieść biograficzna”. Tezy, które wysnuwa tam biografka to zupełnie nowe spojrzenie na mit Virginii i Leonarda, Vanessy oraz członków grupy Bloomsbury i ich relacji. Książka skłania do refleksji. Virginii Woolf choć przedstawiana tam jako silna, spragniona miłości, pełna emocji, rozbudzona erotycznie kobieta, jednocześnie zdaje się całe życie oszukiwana i kierowana przez ludzi jej nieprzychylnych. Który obraz pisarki jest prawdziwi? Jakie były relacje między nią a jej bliskimi? Trudno z dzisiejszej perspektywy oceniać.  Może więc lepiej sięgnąć choćby po błyskotliwe eseje Virginii Woolf, w których aż czuć siłę, świadomość i determinację. Po dziś dzień stanowią inspirację dla wielu kobiet, które przecież mimo postępu i zmian społecznych nadal niejednokrotnie muszą walczyć o własny pokój i trzy gwinee…  

| tekst powstał dla pisma VariArt